niedziela, 16 czerwca 2013

Słoneczna wojna z butelką wina w tle

Już niedługo panele fotowoltaiczne i wino oprócz słońca potrzebnego do ich funkcjonowania (panele) lub produkcji (wino) mogą mieć jeszcze jeden wspólny mianownik. I nie chodzi tu wcale o możliwość produkcji energii z wina, paneli z butelek po winie, czy też butelek do wina z paneli (sic!). Chodzi tu raczej o cła, a więc coś co ze słońcem ma niewiele wspólnego (chyba że zaliczymy do tego możliwość podniesienia temperatury zarówno przez słońce, wino, słońce i wino – w wariancie wakacyjnym na leżaku z lampką wina – czy też cło, co w odniesieniu do tego ostatniego w opisywanym wypadku rzeczywiście miało miejsce).

Cła to niebyle jakie, chociaż na pierwszy rzut oka wydawać się mogą dość egzotycznymi. Pierwsze z nich, unijne i obowiązujące, dotyczy chińskich paneli fotowoltaicznych. Drugie, chińskie i prawdopodobne, może zostać nałożone na unijne wina eksportowane do Chin. Oczywiście nie stanie się to od razu, ale po przeprowadzeniu „szczegółowego postępowania antydumpingowego”. Chronologia wydarzeń nakazuje łączyć tą zapowiedź (5 czerwca br.) z ogłoszoną dzień wcześniej (4 czerwca br.) informacją o nałożeniu przez Unię tymczasowych ceł antydumpingowe na chińskie panele fotowoltaiczne (moduły lub panele fotowoltaiczne z krzemu krystalicznego oraz ogniwa i płytki w rodzaju stosowanych w modułach lub panelach fotowoltaicznych z krzemu krystalicznego, pochodzące lub wysyłane z Chińskiej Republiki Ludowej. Grubość ogniw i płytek nie przekracza 400 mikrometrów).

Ewentualne chińskie cła w szczególności dotknąć mogą Francję, której wina stanowią mają największy udział w europejskim eksporcie. Łączny udział eksportu unijnych win do Chin wynosi 763 milionów €. Większość eksportu pochodzi z Francji (546 milionów €). Na kolejnych miejscach są Hiszpania (89 milionów €),) oraz Włochy (77 milionów €). Co więcej, Chiny są obecnie największym importerem  francuskich win z regionu Bordeaux. W 2011 r. ich konsumpcja w Państwie Środka wzrosła o 110%.

Jak widać na reakcję strony chińskiej długo nie trzeba było czekać. Szybkość działania za którą na pewno pójdzie determinacja osiągnięcia założonego przez Chiny efektu, uwydatnia ciężar gatunkowy prowadzonego już od zeszłego roku sporu. We wrześniu 2012 r. Komisja Europejska rozpoczęła postępowanie antydumpingowe w sprawie przywozu pochodzących z Chin paneli słonecznych i ich głównych składników (tj. ogniw i baterii). Wnioskodawca postępowania, organizacja zrzeszająca ponad 25% przedstawicieli europejskiej branży paneli solarnych EU Pro Sun, w skardze złożonej w lipcu ubiegłego roku wskazała, że panele słoneczne i ich główne podzespoły importowane z Chin są wwożone na teren Unii Europejskiej po cenach niższych od ich wartości rynkowej. Co ciekawe, skarga ta jest dotychczas największą pod względem wartości skargą, jaką kiedykolwiek w postępowaniu antydumpingowym otrzymała Komisja Europejska. W 2011 r. eksport chińskiej fotowoltaiki stanowił ponad 80% rynku UE, osiągając wartość 21 mld €.

W rezultacie przeprowadzonego dochodzenia Unia Europejska nałożyła na chińskie panele fotowoltaiczne wspomniane tymczasowe cła antydumpingowe. W ocenie Komisji Europejskiej, „chińskie panele fotowoltaiczne są sprzedawane do Europy znacznie poniżej normalnej wartości rynkowej”. Z racji tego Unia wprowadza cła, „by zrównoważyć szkodę wyrządzaną europejskiemu przemysłowi przez tę nieuczciwą praktykę handlową, jaką jest dumping”.

Unia podkreśla także konieczność przywrócenia „równych reguł gry”. Zdaniem Komisji cła „nie mają zatem nigdy charakteru kary”. W jej ocenie potwierdzić ma to „bardziej umiarkowane podejście”, polegające na wprowadzeniu na pierwsze dwa miesiące ceł w wysokości 11,8 % (do 5 sierpnia br.). Po tej dacie, stawka cła będzie wahać się w granicach od 37,3 % dla takich podmiotów jak Yingli Energy (China) Co. Ltd, Hainan Yingli New Energy Resources Co. Ltd. Oraz Baoding Tianwei Yingli New Energy Resources Co. Ltd., aż do 67,9% dla Delsolar (Wujiang) Co. Ltd. Dla porównania poziom cła, jaki w analizach Komisji Europejskiej jest niezbędny dla przeciwdziałania szkodliwym skutkom dumpingu to średnio 47,6% i jest o połowę mniejszy od poziomu dumpingu (średnio 88%, najwyższe wskazanie 112,6%, najniższe 48,1%).
W odpowiedzi na stanowisko Komisji strona chińska ostrzega przed możliwością utraty tysięcy miejsc pracy w branży fotowoltaicznej w UE i Chinach. W jej ocenie odpowiednio ponad 250.000 miejsc pracy w Europie i 400.000 w Chinach będzie zagrożonych. Zdaniem Komisji Europejskiej statystyki te są mocno przesadzone. Komisja podaje, iż dochodzenie antydumpingowe wskazało na „możliwość wznowienia działalności gospodarczej producentów unijnych, którzy byli zmuszeni wstrzymać produkcję w wyniku presji ze strony przywozu z Chin”. Co więcej, w rozważanym przez KE scenariuszu „nie tylko zabezpieczono by 25.000 miejsc pracy istniejących w przemyśle unijnym (w okresie objętym dochodzeniem), ale istniałaby również realna perspektywa dalszego zwiększenia produkcji i wzrostu zatrudnienia”.

Ciekawym kontekstem sprawy jest fakt, iż w październiku 2012 r. Departament Handlu Stanów Zjednoczonych zdecydował o wprowadzeniu cła na większości paneli słonecznych importowanych z Chin. Cło na kolektory słoneczne produkowane przez 60 chińskich dostawców ustanowiono na poziomie od 24% do 36% (np. dla największego chińskiego producenta, Suntech, stawka ta wzrosła do 36%, poprzednio wynosiła ona 34%).

Komisja Europejska powróci do sprawy ceł na początku grudnia br. przedstawiając Radzie Europejskiej dwie alternatywy: oczekiwane zamknięcie sprawy bez podejmowania środków lub nałożenie ostatecznych środków antydumpingowych na okres pięciu lat. Nie trudno domyślić się, które z dwóch rozwiązań jest oczekiwanym przez Chińczyków.

Gra jak widać idzie o duże stawki. Chińczycy systematycznie rozbudowali branżę energetyki słonecznej w nadziei na podbój zagranicznych rynków, co szczególności w Europie im się udało. W 2012 r. chińskie moce produkcyjne wynosiły ponad 55 GW (dla porównania w 2009 r. było to 6,5 GW). Daje to ok. 150% globalnej konsumpcji. W ocenie Komisji Europejskiej „Chiny mogą produkować jeden i pół razy tyle, ile wynosi światowe zapotrzebowanie na panele fotowoltaiczne”. W 2012 r. nadmiar chińskich mocy produkcyjnych wynosił ok. 27 GW (ok. 90 % światowego popytu i niemal podwójna wartość całego zapotrzebowania w UE, które wynosi 15 GW).

Zarysowująca się na horyzoncie wojna celna, w krótkim okresie doprowadzi do zwiększenia cen paneli pochodzących z Chin. Spowodują to już pierwsze cła wprowadzone do sierpnia (mają one charakter przejściowy umożliwiający dostosowanie się konsumentów i producentów do zaistniałej sytuacji). Rynek de facto będzie się stabilizował po 6 sierpnia, gdy to zaczną obowiązywać docelowe stawki celne. W efekcie spowoduje to mniejszy import z Chin (lub zdecydowanie mniejszy import, na co liczą europejscy producenci).

Jak, oprócz retorsji w zakresie importu wina z UE, zareagują na to Chiny? Z pewnością będą wykorzystywać możliwości swojego rynku wewnętrznego, nasycając go jeszcze bardziej instalacjami fotowoltaicznymi. Chińczycy liczą też na możliwość wykorzystania potencjału rynków wschodzących (np. tradycyjna chińsko-afrykańska współpraca gospodarcza). I tak np. chińska spółka Yingli Green Energy Holding jeszcze w czwartym kwartale 2012 r., w swoim portfelu eksportowym miała tylko 4% dostaw kierowanych na rynki wschodzące. W pierwszym kwartale 2013 r. udział ten wzrósł do aż 20%, co należy łączyć z wprowadzeniem ceł na chińskie panele w USA – aczkolwiek rynek USA nie ma aż takiego znaczenia jak rynek europejski, w przeważającej mierze opanowany przez chińską fotowoltaikę.

Wojna solarna XXI w., chociaż na dobre jeszcze się nie rozpętała, nie jest i nie będzie pierwszą ani drugą wojną opiumową toczoną przez europejskie potęgi kolonialne (Wielką Brytanię…i Francję). Ani Chińczycy, ani Europejczycy nie będą interweniowali zbrojnie w imię obrony swoich interesów gospodarczych. Na razie jest to raczej wymiana ciosów i nie da się ukryć, że ten ostatni, ze strony Unii Europejskiej był dla Państwa Środka szczególnie bolesnym. Bolesnym – bo od kilku lat chińska produkcja fotowoltaiczna była znacznie rozbudowywana i kierowana do Europy. I nie działo się to bez zgody i wiedzy Europejczyków. Dzisiaj natomiast, w imię szczytnych interesów branży europejskiej, należy Chińczyków usunąć z tego rynku (albo grzecznie wyprosić). Rzecz nie dotyczy jednak niechcianych gości na niedzielnym pikniku, lecz poważnych graczy rynkowych inwestujących znaczne sumy w technologie, zaliczane przez Unię do technologii przyszłości, na których ma być budowana europejska energetyka. Grudniowe rozstrzygnięcia pokażą, jak dalej potoczy się ten konflikt. Nim to jednak nastąpi, nie można wykluczyć jeszcze kilku pomniejszych bitew.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz